Raz jeszcze wyruszyliśmy z Warszawy Wschodniej o godzinie 22:30 i ponownie we Wrocławiu nasze radosne grono powitało kolejnego kompana. Axel i Mateusz jak zwykle dotarli na własną rękę i SPÓŹNIENI.
Przygody, jakie tym razem czekały na nas w Zieleńcu, były liczne i zaskakujące. O tej najważniejszej dowiecie się na koniec…
Nad wszystkim czuwała doświadczona kadra, skuteczna w udaremnianiu głupich(ale zabawnych) pomysłów i przestrzegająca – niestety – zasad ciszy nocnej. Przynajmniej pozwolili nam na zorganizowanie Suchariady i budzenie obozowiczów, którzy nie byli przyzwyczajeni do chodzenia spać później niż o północy. Ale tylko ten jeden jedyny raz, na koniec.
O larpie w uniwersum Mozaiki już pisałam, tym razem nikt nie ściął Wyroczni, gdyż mieliśmy inne zmartwienia na głowie. Przybywało do nas stanowczo zbyt wielu gości!
Krijare z Pathorii powróciła jako weteranka, ale znów zginęła. Przed śmiercią ochrzciłam ducha z pudełka, tzn. alarm bramy. Nazwałam go Nunusiem. Nunuś był bardzo pomocny i czasem nawet rozmowny.
Mozaika zakończyła się dość tragicznie, to znaczy większość z nas nie przeżyła…
Po Mozaice był larp w świecie Warhammera przygotowany przeze mnie, nie wiem na ile udany, ale cóż…
Z rozpisaniem postaci pomagał mi Cyel, ja natomiast uparłam się na kultystów Khorna(zmienionych na kultystów Khaina…),
do której przybył inkwizytor Sigmara ze swoim uczniem i najemnikami,
a także grupa krasnoludzkich poszukiwaczy złota(na zdjęciu trochę zdekompletowana…)
i kapłani Ulryka
z akolitkami Shallyi.
Choć Ulrykanie i Sigmaryci mają problemy z dogadywaniem się, tym razem musieli choć spróbować zjednoczyć siły.
Nie godzi się zapominać o postaci barda wyrzuconego z dyliżansu. Mleczyk “Śpiewająca Skała”, który został śpiewająco przedstawiony przez Skałę…
Był również trochę zagubiony niziołek
i miejscowy handlarz różnościami.
Zadaniem kultystów było zdobycie dwóch serc, jednego należącego do Khaina, a drugiego czystego(na tyle, na ile może takie być w Warhammerze… Czyli po prostu osoby, która nie jest związana z kultem), Ulrykanie próbowali pomóc oszalałemu kapłanowi-strażnikowi, pełniącemu wartę przy potężnym artefakcie. Inkwizycja incognito, podająca się za uczonych z Nuln wędrujących z obstawą, przybyła na wezwanie jednego z mieszkańców wioski siłą wciągniętego do kultu, który obawiał się o swoje życie.
Krasnoludy wędrowały szlakiem legendy o złocie ukrytym w ruinach ich przodków, gdzie kultyści urządzili sobie ołtarz ofiarny.
Ale to, co zaimponowało mi najbardziej, to zachowanie pewnego kultysty granego przez Aleksa. Otóż kiedy dopadł go inkwizytor, poprosił o ostatni łyk skazańca. Wypił truciznę… Wolał swoje życie oddać do końca Khainowi niż spłonąć w oczyszczającym ogniu.
Tym razem wygrało dobro…

Na battlowni wydaje mi się, że doszło do dominacji lotrowców. Wszyscy jak zawsze uśmiechnięci i zadowoleni pod opiekuńczymi skrzydłami Czarka.
Raz jeszcze obozowicze wyruszyli do Duszników-Zdrój,
oraz próbowali się wzajemnie powybijać.
Pod opieką Wojtka odbyła się wycieczka do ogrodu japońskiego, na której mnie oczywiście nie było, więc uczciwie nie opiszę wrażeń z tego miejsca. Ale po zdjęciach widzę, że jest bajecznie piękne.
Turniej Mistrza Gry wygrał Kowaliński Aleksander,
który prowadził D&D. Mimo, że trochę chyba przeszkadzaliśmy(chwilami bawiliśmy się aż za dobrze?) to i tak zwyciężył, więc możemy czuć się rozgrzeszeni.
W Turnieju Gracza zwyciężył Bartosz Gołos.
Walka była zacięta i wymagająca dogrywki, tak więc wiemy na pewno, że wygrał lepszy. Choć przegrany w żadnym wypadku do gorszych się nie zaliczał!
Gotard, Srebrna Góra.
*ciężkie westchnienie*
Do Westery przybyła uczennica Wiedźmy z Północy oraz potomkowie rodów zamieszkujących Gotard, jak również Erwin Edamer pragnący odzyskać tron.
Nie doszło do przyjaznego porozumienia przybyszów z tubylcami oraz do koronacji prawowitego dziedzica.
Trochę z Marco Viscontim
przekręciliśmy przepowiednię, żeby mnie – Sayannę Visconti – zyskownie dla rodu wydać za mąż.
Informacja o miejscu uwięzienia Conana Gana przepadła, gdyż ostatnia osoba posiadająca tę wiedzę postanowiła dać się zabić w pojedynku, w którym nawet nie była jedną z walczących stron.
Axel, niegdyś legendarny Czarny Płaszcz,
znów wcielił się w Ottasa, tym razem jako Petr – mówca rodów pozostałych w Westerze, wężowy język wszystkich obecnych na zamku, odnowiciel areopagu i sługa Otto Tasa, spod mocy którego w końcu się uwolnił, jednocześnie ściągając na nas jego gniew. Protoplasta rodu Ottasów objawił swą furię w postaci… setki lub nawet tysięcy małych stworzeń oblegających zamek.
Królem został członek rodu Siegerów, a czy przeżyliśmy spotkanie z Otto Tasem i w jaki sposób nam się to udało… Zobaczymy za rok.
Bądźcie czujni!
Dzielni wojownicy nie śpią!
LARP W ŚWIECIE “WŁADCY PIERŚCIENI”.
Specjalnie zostawiłam sobie ten temat na koniec, gdyż było to chyba najbardziej poruszające wydarzenie na obozie.
Większość z nas wcieliła się w role hobbitów,
a akcja larpa toczyła się głównie w gospodzie “Pod Rozbrykanym Kucykiem”.
Trzy siostry – Beladonna, Mirabella i Donna Mira – szukały męża, w czym pomagał im ich ojciec. Ot, spokojna rodzina Appledoor.
Donna lubiła poezję, ale była zołzą, ja kochałam pierścionki i inną biżuterię, a Mirabelka zajadała się plackami.
Pojawiły się również elfy 
i Aragorn,
pierścień krasnoludów i duże zamieszanie – jednego z hobbitów próbowano wynieść w worku!
Nie obyło się bez fajkowego ziela
i radosnych tańców, 
gdy wszystkie trzy siostry poślubiły trzech zacnych hobbitów. No, może jeden nie był taki do końca zacny, ale nam chodziło wyłącznie o wydanie Mirki za mąż(tatuś uparł się, że ślub będziemy brać w takiej kolejności, w jakiej się urodziłyśmy… Zołza była najstarsza…).
Tańczono nawet na stole, a więc radość była niesamowita.
W końcu jednak, po wielkiej popijawie z okazji potrójnego wesela, elfy szybko się wyniosły zostawiając Aragorna na kacu. Teraz już wiecie, dlaczego siedział taki markotny, kiedy do gospody przybył Frodo…
I tym oto wesołym, hobbickim akcentem kończę relację z IV turnusu obozu RPG w Zieleńcu. Dziękuję wszystkim, którzy jej oczekiwali i tym, którzy dopiero przypadkiem na nią natrafią. Do Szwecji niestety nie udało mi się pojechać, ale dzięki temu jadę na Polcon i tam może się zobaczymy. Chwała drzewom!