Szept Nocy – mój jeszcze raczkujący projekt stworzenia galerii o elfiej tematyce. O tym, co elfów dotyczy. Chciałabym połączyć to z tworzeniem własnego świata pełnego magii i… elfów oczywiście. Dlatego w najbliższym czasie powstaną opisy bądź opowieści pasujące do fotografii. Na razie skromnie, pieśń o Berenie i Luthien Tolkiena oraz to serce… Kojarzące mi się z Arweną, ale jego historia jest inna.
Tallana Pictures presents, czyli elf na youtube.com
•Listopad 8, 2009 • Dodaj komentarzWalczyłam od wczoraj z tym filmikiem i oto jest – Warhammer Movie-Love is war. Zrobiony wyłącznie for fun więc nie spodziewajcie się nadzwyczajnych efektów i powalającego pomysłu. Po prostu cieszcie się tekstem i muzyką, tak jak ja.
Wiem, że blog wygląda na zaniedbany, ale w rzeczywistości zaglądam tu raz dziennie i szykuję kolejne wpisy, na razie na papierze.
Chwała drzewom!;)
Obóz RPG Zieleniec 2009 IV turnus
•Sierpień 24, 2009 • 2 komentarzyRaz jeszcze wyruszyliśmy z Warszawy Wschodniej o godzinie 22:30 i ponownie we Wrocławiu nasze radosne grono powitało kolejnego kompana. Axel i Mateusz jak zwykle dotarli na własną rękę i SPÓŹNIENI.
Przygody, jakie tym razem czekały na nas w Zieleńcu, były liczne i zaskakujące. O tej najważniejszej dowiecie się na koniec…
Nad wszystkim czuwała doświadczona kadra, skuteczna w udaremnianiu głupich(ale zabawnych) pomysłów i przestrzegająca – niestety – zasad ciszy nocnej. Przynajmniej pozwolili nam na zorganizowanie Suchariady i budzenie obozowiczów, którzy nie byli przyzwyczajeni do chodzenia spać później niż o północy. Ale tylko ten jeden jedyny raz, na koniec.
O larpie w uniwersum Mozaiki już pisałam, tym razem nikt nie ściął Wyroczni, gdyż mieliśmy inne zmartwienia na głowie. Przybywało do nas stanowczo zbyt wielu gości!
Krijare z Pathorii powróciła jako weteranka, ale znów zginęła. Przed śmiercią ochrzciłam ducha z pudełka, tzn. alarm bramy. Nazwałam go Nunusiem. Nunuś był bardzo pomocny i czasem nawet rozmowny.
Mozaika zakończyła się dość tragicznie, to znaczy większość z nas nie przeżyła…
Po Mozaice był larp w świecie Warhammera przygotowany przeze mnie, nie wiem na ile udany, ale cóż…
Z rozpisaniem postaci pomagał mi Cyel, ja natomiast uparłam się na kultystów Khorna(zmienionych na kultystów Khaina…),
do której przybył inkwizytor Sigmara ze swoim uczniem i najemnikami,
a także grupa krasnoludzkich poszukiwaczy złota(na zdjęciu trochę zdekompletowana…)
i kapłani Ulryka
z akolitkami Shallyi.
Choć Ulrykanie i Sigmaryci mają problemy z dogadywaniem się, tym razem musieli choć spróbować zjednoczyć siły.
Nie godzi się zapominać o postaci barda wyrzuconego z dyliżansu. Mleczyk „Śpiewająca Skała”, który został śpiewająco przedstawiony przez Skałę…
Był również trochę zagubiony niziołek
i miejscowy handlarz różnościami.
Zadaniem kultystów było zdobycie dwóch serc, jednego należącego do Khaina, a drugiego czystego(na tyle, na ile może takie być w Warhammerze… Czyli po prostu osoby, która nie jest związana z kultem), Ulrykanie próbowali pomóc oszalałemu kapłanowi-strażnikowi, pełniącemu wartę przy potężnym artefakcie. Inkwizycja incognito, podająca się za uczonych z Nuln wędrujących z obstawą, przybyła na wezwanie jednego z mieszkańców wioski siłą wciągniętego do kultu, który obawiał się o swoje życie.
Krasnoludy wędrowały szlakiem legendy o złocie ukrytym w ruinach ich przodków, gdzie kultyści urządzili sobie ołtarz ofiarny.
Ale to, co zaimponowało mi najbardziej, to zachowanie pewnego kultysty granego przez Aleksa. Otóż kiedy dopadł go inkwizytor, poprosił o ostatni łyk skazańca. Wypił truciznę… Wolał swoje życie oddać do końca Khainowi niż spłonąć w oczyszczającym ogniu.
Tym razem wygrało dobro…

Na battlowni wydaje mi się, że doszło do dominacji lotrowców. Wszyscy jak zawsze uśmiechnięci i zadowoleni pod opiekuńczymi skrzydłami Czarka.
Raz jeszcze obozowicze wyruszyli do Duszników-Zdrój,
oraz próbowali się wzajemnie powybijać.
Pod opieką Wojtka odbyła się wycieczka do ogrodu japońskiego, na której mnie oczywiście nie było, więc uczciwie nie opiszę wrażeń z tego miejsca. Ale po zdjęciach widzę, że jest bajecznie piękne.
Turniej Mistrza Gry wygrał Kowaliński Aleksander,
który prowadził D&D. Mimo, że trochę chyba przeszkadzaliśmy(chwilami bawiliśmy się aż za dobrze?) to i tak zwyciężył, więc możemy czuć się rozgrzeszeni.
W Turnieju Gracza zwyciężył Bartosz Gołos.
Walka była zacięta i wymagająca dogrywki, tak więc wiemy na pewno, że wygrał lepszy. Choć przegrany w żadnym wypadku do gorszych się nie zaliczał!
Gotard, Srebrna Góra.
*ciężkie westchnienie*
Do Westery przybyła uczennica Wiedźmy z Północy oraz potomkowie rodów zamieszkujących Gotard, jak również Erwin Edamer pragnący odzyskać tron.
Nie doszło do przyjaznego porozumienia przybyszów z tubylcami oraz do koronacji prawowitego dziedzica.
Trochę z Marco Viscontim
przekręciliśmy przepowiednię, żeby mnie – Sayannę Visconti – zyskownie dla rodu wydać za mąż.
Informacja o miejscu uwięzienia Conana Gana przepadła, gdyż ostatnia osoba posiadająca tę wiedzę postanowiła dać się zabić w pojedynku, w którym nawet nie była jedną z walczących stron.
Axel, niegdyś legendarny Czarny Płaszcz,
znów wcielił się w Ottasa, tym razem jako Petr – mówca rodów pozostałych w Westerze, wężowy język wszystkich obecnych na zamku, odnowiciel areopagu i sługa Otto Tasa, spod mocy którego w końcu się uwolnił, jednocześnie ściągając na nas jego gniew. Protoplasta rodu Ottasów objawił swą furię w postaci… setki lub nawet tysięcy małych stworzeń oblegających zamek.
Królem został członek rodu Siegerów, a czy przeżyliśmy spotkanie z Otto Tasem i w jaki sposób nam się to udało… Zobaczymy za rok.
Bądźcie czujni!
Dzielni wojownicy nie śpią!
LARP W ŚWIECIE „WŁADCY PIERŚCIENI”.
Specjalnie zostawiłam sobie ten temat na koniec, gdyż było to chyba najbardziej poruszające wydarzenie na obozie.
Większość z nas wcieliła się w role hobbitów,
a akcja larpa toczyła się głównie w gospodzie „Pod Rozbrykanym Kucykiem”.
Trzy siostry – Beladonna, Mirabella i Donna Mira – szukały męża, w czym pomagał im ich ojciec. Ot, spokojna rodzina Appledoor.
Donna lubiła poezję, ale była zołzą, ja kochałam pierścionki i inną biżuterię, a Mirabelka zajadała się plackami.
Pojawiły się również elfy 
i Aragorn,
pierścień krasnoludów i duże zamieszanie – jednego z hobbitów próbowano wynieść w worku!
Nie obyło się bez fajkowego ziela
i radosnych tańców, 
gdy wszystkie trzy siostry poślubiły trzech zacnych hobbitów. No, może jeden nie był taki do końca zacny, ale nam chodziło wyłącznie o wydanie Mirki za mąż(tatuś uparł się, że ślub będziemy brać w takiej kolejności, w jakiej się urodziłyśmy… Zołza była najstarsza…).
Tańczono nawet na stole, a więc radość była niesamowita.
W końcu jednak, po wielkiej popijawie z okazji potrójnego wesela, elfy szybko się wyniosły zostawiając Aragorna na kacu. Teraz już wiecie, dlaczego siedział taki markotny, kiedy do gospody przybył Frodo…
I tym oto wesołym, hobbickim akcentem kończę relację z IV turnusu obozu RPG w Zieleńcu. Dziękuję wszystkim, którzy jej oczekiwali i tym, którzy dopiero przypadkiem na nią natrafią. Do Szwecji niestety nie udało mi się pojechać, ale dzięki temu jadę na Polcon i tam może się zobaczymy. Chwała drzewom!
Obóz RPG Zieleniec 2009 II turnus
•Lipiec 24, 2009 • 3 komentarzyTurnus II, 06.07-20.07 2009
Wyruszyliśmy z Warszawy Wschodniej o godzinie 22:30. We Wrocławiu przyłączyli się do nas pozostali weseli kompani i tak, w niemal pełnym składzie, kontynuowaliśmy podróż ku przygodom, jakie czekały na nas w Zieleńcu. A było ich niemało.
Pierwszą okazał się larp w uniwersum Mozaiki, na które składa się wiele magicznych światów. Jako Strażnicy mogliśmy pochodzić z Foniki, Ziemi Mar, Tęczy, Wiecznej Równiny, Twierdzy Imion, Eteru oraz Pathorii. Naszym zadaniem było pilnowanie neutralności Baszt oraz dbanie o ich bezpieczeństwo – a przynajmniej tak się wydawało…
Szybko jednak okazało się, że pozornie wspólne cele, jak choćby wykrycie demona pośród Strażników i Weteranów, doprowadziło do największych waśni. Nie wiadomo już było nawet, czy rodakiem kierują pobudki związane z ocaleniem rodzinnego świata, czy też chęć zniszczenia go. Próbowano ujednolicić władzę, ale próby te łatwo było obalić choćby jednym argumentem – „a co, jeśli jesteś czartem?”
Prosimy, nie ścinajcie już Wyroczni!
Po długim pobycie w świecie Mozaiki przyszedł czas na zmianę klimatu – tym razem to uczestnicy obozu rozdawali karty postaci i zadania, a kadra miała okazję do odegrania roli innej niż „Człowiek Z Kostkami Biegający Po Planszy”.
Larp „7 wsi” nawet największych wojowników sprowadził do chłopskiego poziomu oraz pokazał, jak wygląda prawdziwy skarb. I choć dla większości miało to być złoto, niektórzy rozglądali się za czymś ważniejszym – na przykład za mężem. Jak zwykle nie zabrakło intryg, drobnych oszustw i większych kłamstw, ale tym razem doczekaliśmy się szczęśliwego zakończenia. Czyli – ślubu mojego i Pauliny z żebrakami, którzy okazali się być najbogatszymi mieszkańcami wioski(czy też jej ulic).
Nie brakowało zajęć na świeżym powietrzu – dla chętnych był fechtunek, prowadzony przez doświadczoną kadrę,
prelekcje Wojtka, w których odpowiadał na nasze pytania i udzielał rad, jak być dobrym Mistrzem Gry oraz dobrym graczem, wycieczka do Duszników-Zdrój(ta akurat obowiązkowa, ok. 11km w jedną stronę, to dopiero zabawa…) oraz paintball(płatny lub wliczony w cenę dla tych, którzy nie jechali na Srebrną Górę). Naszym paintball’owcom nikt nie podskoczy!
I oczywiście larpy, całe cztery, w których mieliśmy przyjemność wziąć udział: Świat Mozaiki, 7 Wsi, Gotard, Gwiezdne Wojny.
W battlowni, niczym w wieży zamkowej, czekał na nas Czarek, zawsze gotowy do udzielenia pomocy lub wskazówek dotyczących gry w battle i malowania figurek. Nie odmawiał również rzucenia okiem na karty z nowych boosterków oraz prowadził sklepik ze wszystkim, co fanowi karcianek, RPG i battle jest do szczęścia potrzebne.
Co do Srebrnej Góry… Wydaje mi się, że z Westery niewiele zostanie i z okolicznych ziem, już Zavihost się o to postara.
Wydaje mi się, że osią wszystkiego stał się Zavihost i plany ludzi, którzy chcą się go pozbyć.
Nur Zavihostu nie lubi, oj nie! Zginął biskup, a sala obrad zmieniła się pod koniec w szpital polowy. To właśnie tam musiałam spędzić większość czasu jako ambasadorka, choć i tak najważniejsza część pewnie mnie ominęła. Niewiele mogę powiedzieć o dramatycznych wydarzeniach rozgrywających się poza rzekomo bezpiecznym pomieszczeniem, aczkolwiek reszta poselstwa z Nur również bardzo chciała nabroić. Cóż, lud z terenów bagiennych… Trochę nieokrzesany, bardzo podstępny i lubi płatać figle. Ze skutkiem śmiertelnym.
Być może to tylko moje przeczucie, ale zamek już wkrótce stanie się polem regularnej bitwy. Chyba, że w tak zwanym międzyczasie ktoś pójdzie po rozum do głowy.

Zorganizowany został również larp w konwencji Gwiezdnych Wojen, ale nikt się ze mną nie podzielił zdjęciami ani informacjami. Obiło mi się o uszy, że wookie został bogaczem, ale plotki nie zboże i same się sieją…
Turniej Gracza oraz Mistrza Gry – to była rzeź!
Z powodu cenzury nie opiszę więc szczegółów, podam jedynie nazwiska zwycięzców – w Turnieju Gracza po trupach pozostałych zawodników na szczyt dotarł niejaki Jan „Hans” (Kloss… Jeśli to czytasz, a czytasz na pewno, bo to taka piękna relacja z obozu, prześlij mi swoje nazwisko!), zaś w Turnieju Mistrza Gry przyznano dwa pierwsze miejsca. Jakub „Szczur” Łukasik oraz Jan Zygmuntowski nie szli co prawda po trupach, ale również dotarli do celu, a razem z nimi ich drużyny.
Fraglesem został Bartek, choć krążą legendy, że zabił pięciu. Fragles czy nie, Warhammer oraz Shadowrun w jego zręcznych mistrzowskich rękach zapewnił nam mnóstwo emocji i zabawy przez cały obóz i nikt nie musiał szukać sobie nowej karty postaci, za co ponownie dziękujemy. I to właśnie bartkowe drużyny wykazały się największym oddaniem oraz lojalnością, zastanówmy się więc, czy tytuł Rzeźnika z Zieleńca jest taki cenny.
Jeśli chodzi o RPG, podział Mistrzów Gry wyglądał następująco:
Maciek – Monastyr
Wojtek – Legenda Pięciu Kręgów, 7th Sea
Skała – Warhammer, Zew Cthulu
Bartek – Warhammer, Shadowrun
Dżonny – Neuroshima

A ponieważ w Zieleńcu przygody okazały się nieprzeciętnie zachwycające, pod koniec sierpnia doczekacie się relacji również z IV turnusu. Nie będę w stanie napisać jej wcześniej, gdyż dzień po powrocie znów wyruszam na szlak, tym razem ku Szwecji.
Słowem wstępu.
•Lipiec 22, 2009 • Dodaj komentarzPowiadają, że na południe od lasu Laurelorn staroświatowe szlaki przemierza uparta elfka. Niezrażona trudem i niebezpieczeństwami wycina w pień wszelkie sługi Chaosu oraz przepija w karczmach każdego zarobionego pensa.
Podróżnicze doświadczenie natchnęło ją do rozpoczęcia niewdzięcznej pracy skryby w tym oto miejscu. Jak zresztą mawia: „Praca może i niewdzięczna, ale być może potomkowie waszych wnuków mi podziękują”.
Oficjalnie otwieram czarowny, przedziwny i uroczy zakątek Tallany, zwanej Szeptem Nocy. Jeśli interesują Cię opisy nowych artefaktów, klas, rozpisany schemat tworzenia postaci półelfa czy profesja fanatyka w wykonaniu szlachetnego „długoucha”, zaznacz na mapie drogę do tego blogu.
Pozdrawiam,
Tallana Szept Nocy




Kimkolwiek jesteś i z jakiegokolwiek powodu to czytasz... Wiedz, że jesień jest moją ulubioną porą roku, urodziłam się pod znakiem Wodnika i nie lubię oliwek.
Mieszkam w Warszawie, mam 18 lat, a może w Athel-Loren i 123...
Jak każdy elf, szanuję rośliny i zwierzęta, choć czasem życie nakazuje korzystać w bolesny sposób z ich darów. Lubię muzykę klasyczną, choć chętnie słucham również metalu, rocka i viking rocka. W moim ubiorze dominuje czerń i zieleń. Pokój dzielę ze szczurem Nusią.
Ulubiona broń? Korbacz, co czyni moją elfią postać dość nietypową. Pozornie wątła elfka odrywająca przeciwnikom ręce i miażdżąca ich z wyraźną przyjemnością...
Najlepiej czuję się w roli upadłych elfów ze skłonnością do okrucieństwa i czasem słabością do przedstawicielek własnej rasy. Dzieci pozbywam się chętnie i bez wyrzutów sumienia, wyjątkiem jest syn mój i Fanira - Tallanir Morholt Ingolrian, Tancerz Wojny. Swoją drogą, historia o poczęciu Tallanira... Nie jest to zdecydowanie wersja dla nieletnich. Dwa pijane, homoseksualne elfy na statku swoich morskich braci, wracające z Lustrii. Cóż... Musiałam porzucić sny o ukochanej i zamieszkać z Fanirem.